2 myśli nt. „Jasełka w Kłodzinie

  1. Jasełka w zimnym kościele, wszyscy czekają aż się skończą ze świeczkami pod nosem. Widownia przyszła tylko po to, by zobaczyć swoich najbliższych – co zrozumiałe, a nie po to by zobaczyć setny raz jak królowie dają szałwie mirrę i kadzidło, i jaki zły jest diabeł, a jaka fajna maryja i jezus. „Misja” więc jasełek zerowa, bo każdy wie już o co w nich chodzi. Dla większej kreatywności powinny odbywać się np. co pięć lat, lub w zmienionych konwencjach, formach i interpretacjach bo są zbyt dosłowne, a to właściwie jedyny spektakl z jakim dzieci się spotykają w szkole podstawowej, więc kiepska to nauka odbioru sztuki moim zdaniem. Ale panie odhaczą sobie w papierach i konspektach, dzieci dostaną punkty dodatnie i wszyscy zadowoleni. Chciałbym nie marudzić, ale się nie da. Cały system nauczania (bo od tego się wszystko zaczyna) jest do bólu schematyczny, a nauczyciele robią nie wiele, by dzieci pobudzić do twórczego myślenia.

  2. Co do schematu nauczania – pełna zgoda! Jednak warto docenić wysiłek nauczycieli i dzieci przede wszystkim, że jeszcze im się chce.
    Nie szkodzi, ze „wiemy jak się kończy…” Może czasami trzeba usłyszeć po raz setny, ze „diabeł jest zły, a Maryja i Jezus fajny”, żeby ta prawda dotarła do naszego serca?

Dodaj komentarz